Wspomnienia artysty

Szkoda, że się nie uczyłem rzeźby

Zajmowałem się malarstwem i grafiką, szkoda, że się nie uczyłem rzeźby. Natalkę robiłem palcami i zapałkami bez narządów. Dunikowski polanem gładził rzeźbę. Rycerz na koniu, obecnie w Muzeum Narodowym w Krakowie, powstał później. Zrobiłem tę rzeźbę dla Poznańskiego w Warszawie. Laszczka mi pomagał, dał do wnętrza żelazo. Na Ukrainie rozleciało się wszystko. Dla studium konia chodziłem do Tatersalu 1899/1900. Koń mnie kopnął w nogę. Sarkofagi – miesiąc czy dwa modelowałem. Sztukatorzy zniszczyli mieszkanie, piece porozwalali, narobili rumowisk. Powstał posąg, postawiłem go, potem polichromia. Rzeźbiarz ma szkielet, pręty żelazne, druty jako wewnętrzne rusztowanie. Nie robiłem tego, brałem bryłę i tak jak na deser z sera wygniatałem. Kierowałem się modelem wedle oświetlenia, światłocieniem, żeby plastykę wydobyć, zupełnie inaczej jak rzeźbiarz. [Wyczółkowski później poniechał rzeźbę].